środa, 25 lipca 2007

Ks. Hryniewicz ostrzega przed 'despotyzmem' tradycyjnej teologii

Ks. Waclaw Hryniewicz, kierownik Instytutu Ekumenicznego KUL, z entuzjazmem przyjal tekst o. Tadeusza Bartosia "Teologia w pulapce strachu", ktory uznal za "odwazny, uczciwy i odpowiedzialny". Przy okazji postraszyl czytelnikow Gazety Wyborczej (9.09.2005) wizja strasznego, nietolerancyjnego Kosciola 'przedsoborowego', ktory wydawal wyroki zbiorowe, stosowal 'metody nawracania sprzeczne z duchem ewangelii' i zapalal stosy. Co, zdaniem ks. Hryniewicza, motywowalo Kosciol do takich dzialan? Oczywiscie doktrynerskie przekonania o zbawieniu i posiadaniu prawdy...

Doktryna nie jest abstrakcyjnym tworem oderwanym od życia. Doktryny kształtują postawy konkretnych ludzi, wywierają wpływ na wiarę, uczucia, wolę i poglądy ogromnych rzesz ludzi. Często określona doktryna stawała się narzędziem instytucjonalnych nacisków, a nawet przemocy we wspólnotach kościelnych. Teologia wywiera wpływ na myślenie i postępowanie chrześcijan nie tylko wobec siebie nawzajem, ale również wobec wyznawców innych religii i światopoglądów. Chodzi zwłaszcza o doktryny podtrzymywane w Kościele przez wieki. Niech wystarczy tylko jeden przykład - ostrzeżenia Jezusa przed możliwością zatracenia i Gehenny (tym mianem Jezus określał to, co później nazwano piekłem). Oficjalne orzeczenia Kościoła nie poprzestawały na twierdzeniu o możliwości zatracenia i potępienia, lecz orzekały o faktycznym urzeczywistnianiu się kary wiecznej. Sobór Florencki (XV wiek) uroczyście ogłaszał, że udziału w życiu wiecznym nie otrzyma nikt będący poza Kościołem katolickim: ani poganie, ani Żydzi, ani heretycy, ani schizmatycy. Pójdą w ogień wieczny, o ile przed śmiercią nie znajdą się w Kościele katolickim. Nie pomogą żadne dobre czyny, jałmużny, a nawet przelanie krwi dla Chrystusa. Nie zbawi się nikt, kto nie trwa w jedności Kościoła katolickiego.

Często usprawiedliwia się Kościół tym, że nikogo imiennie nie skazał na potępienie. W rzeczywistości czynił coś gorszego: skazywał na nie wielu ludzi. Zbiorowe wyroki nie dotyczyły jedynie poszczególnych osób, lecz całych społeczności ludzkich. Nie pozostały one w sferze teorii. Wyrok potępiający był przyczyną niesprawiedliwego traktowania ludzi, źródłem wielu historycznych dramatów i tragedii. Usprawiedliwiał metody nawracania sprzeczne z duchem Ewangelii. Mówienie o despotyzmie historycznych doktryn nie jest przesadą. Już tu, na ziemi, zapalano coraz to nowe "ognie piekielne" w postaci płonących stosów. Człowiek chciał naśladować "swojego Boga", ostatecznego pogromcę wszystkich Jego przeciwników. Tak ginęli "kacerze", Żydzi, niewierzący, czarownice i wróżbiarze - wszyscy, których podejrzewano o paktowanie z diabłem. Tak umacniała się postawa wrogości wobec ludzi, skłonność do traktowania podziału i rozdarcia jako rzeczy normalnej i zrozumiałej. Zanikało poczucie międzyludzkiej solidarności, tak charakterystycznej dla chrześcijańskiego rozumienia całego dramatu zbawienia. Skoro z góry wiadomo z całą pewnością o ostatecznym podziale ludzkości, to nie ma sensu, współczując ludzkiej niedoli, trudzić się nad zmianą tej nieuchronności.

Gdzie zdaniem ks. Hryniewicza Kosciol popelnil blad? Przez wieki nie rozumial glebokiego zrozumienia tego czym jest prawda. Na ratunek przychodzi ks. Hryniewicz, ktory jak wszyscy znani nam modernisci twierdzi, ze historia Kosciola to splot okolicznosci historyczno-politycznych a prawda jest tak naprawde nieznana, bo jest ukryta w doswiadczeniu jednostki:

Prawda ma właściwą sobie moc przenikającą w głąb ludzkiego ducha. Ogarnia ona ludzki umysł i serce bez zewnętrznej interwencji. Wolności i prawdy doświadcza się od wewnątrz. Każdy człowiek nosi w sobie niepowtarzalną tajemnicę własnego losu. Ludzkich przeżyć, poszukiwań i zmagań nie da się sprowadzić do rytmu instytucjonalnych przemian w Kościele. Nie można ich mierzyć miarą definicji katechizmowych. W każdym człowieku dokonują się sprawy, które nie mieszczą się w ramach pouczeń papieży i uchwał soborów. W rozumieniu spraw wiary różnić się będziemy do końca czasów. Być może niedola nasza polega na tym, że z natury jesteśmy skazani na wybiórczość. W pewnym sensie wszystkie nasze doktryny są po swojemu wybiórcze. Wyrosły na gruncie odmiennej wrażliwości, w kontekście innych zmagań, innego sposobu rozumienia i koncentracji na pewnych wymiarach prawdy. Trzeba zachować poczucie ich zrośnięcia z czasem, historią i pytaniami danej epoki.

Jesli wiec istnieje 'prawda czasu' a prawdy absolutne to jedynie rojenia zbyt pewnych siebie teologow, to nalezy tylko sie cieszyc z ograniczenia roli Kosciola jako arbitra:

Historii zawdzięczamy to, że chrześcijanie stali się dzisiaj ludźmi bardziej wolnymi. Minęła epoka, kiedy chrześcijaństwo było obowiązującą ideologią całej wspólnoty, narodu lub państwa. Trzeba się cieszyć, że nie żyjemy już w czasach inkwizycji i doczesnych wpływów Kościoła. Jak nie doceniać tego zastanawiającego dobrodziejstwa historycznych przemian!

Dziekuje ks. Hryniewiczowi, ze bez ogrodek przedstawil swiatopoglad modernistyczny w calej krasie. Dlaczego tylko upiera sie przy tym by wykladac teologie katolicka?

Brak komentarzy: